Znowu nie wiem jak sie nazywam…
Kolejny wieczór pod znakiem dymiącego papierosa i soku pomarańczowego firmy Toma. Lekki dym snujący się leniwie pod sufitem, jest zaprzeczeniem ciężkiej aury unoszącej się w powietrzu. Wciągam powietrze nosem, powoli, staram się poczuć jego zapach, trzymam je jak swoje głęboko w sobie i już prawie się dusząc wypuszczam je przez usta do świata, gdzie jego miejsce. Znowu mam porządny mętlik w głowie. Wartości, idee, wszystko jest w stanie regularnej wojny, strefa Gazy przy tym konflikcie zbrojnym to pestka. Myślę, że gdyby wykorzystać energię powstałą w trakcie tych wszystkich przemyśleń, można by zasilić słusznej wielkości mieścinę w prąd na całą noc. (myślę, ze kiedyś trzeba to przetestować)
Znowu nie wiem na czym stoję, uczucia, które skutecznie – jak myślałem – zabiłem w sobie podgryzają mnie w dupsko jak stado robali, które dobierają się do świeżego ścierwa. Chęci, które odtrąciłem i wyrzuciłem przez okno daleko hen za horyzont znowu powracają jak złośliwy bumerang. Wszystko ze zdwojoną siłą uderzają w jądro tego czym jestem, skorupa i mór, który tworzę każdego dnia dokładając kolejne cegły, pęka w tylu miejscach… Przychodzi mi na myśl widok pękającej tamy, gdzie pod ogromnym ciężarem napierającej wody betonowe skorupy wystrzeliwują w powietrze, jest to porównywalne do fajerwerków wystrzeliwanych w niebo na sylwestrową noc. Wszystko zaczyna się od ledwie zauważalnej skazy. Czuję, że to niewidoczne pękniecie powstało właśnie dziś, właśnie przed chwilą – by być jeszcze dokładniejszym, zaznaczę, ze musiało się to wydarzyć jakieś 10 do 15 minut temu. Przestraszony, z wyrazem obłędu w oczach rozglądam się za jakąś szpachlą, sam jednak w duchu wiem, że nie uratuję sytuacji – mój świat pęka na pół po raz kolejny. Już oczami wyobraźni widzę jak mór, który tak dokładnie budowałem spada mi na głowę – konstrukcja nie była doskonała, to muszę szczerze przyznać. Nie wiem czy czuje się na siłach aby przeciwstawić się żywiołowi, który po raz kolejny bez pukania wtargnął do mojej głowy. Uczucia, chyba nigdy nie będę w stanie sobie z nimi prawidłowo radzić – jestem pod tym względem jakiś skrzywiony, odbiegam od normy, nie jestem kurwa normalny, choć bardzo bym tego w tej chwili chciał. Nie potrafię, nie umiem. Chciałbym potrafić schować to całe zło, które pochwyciło mnie w swoje szpony i spłynęło na moje ciało jak szary woal. Czy potrafię wskrzesić w sobie to wszystko czego chciałem tak bardzo się pozbyć..? Sam nie wiem. Tu pojawia się poważny problem, chcę być dobrym człowiekiem – tak miewam takie chwile, pragnę obdarzać innych szczęściem – jednak w sytuacji kiedy chce kogoś obdarzyć czymś co tak dla mnie trudne, wszystko obraca się przeciwko mnie. Wszystko pęka, wszystko jest inne od wszystkiego jakim sobie je wyobrażam. Wiem, że dobra tak zwanego jest we mnie wystarczająca ilość, problem w tym jak je ze mnie wydłubać. Nudzi mnie już bycie złym, paskudnym, niemoralnym i dla niektórych ogólnie uchodzącym za „be!” osobę. Chciałbym umieć sięgnąć w głąb siebie i wydobyć to wszystko, co dobre. Wziąć nóż i wykroić to co dobre – przekazać to we właściwe ręce i cieszyć się z tego jak wszystko dojrzewa i promienieje szczęściem. Wiem komu to przekazać, wiem, że ta osoba dobrze by to zagospodarowała, wiem… Boję się jednak sięgnąć po nóż. Boję się ostrych przedmiotów i nagłych działań. Boję się ich jak cholera. Nie potrafię się przełamać. Boję się, że tym jednym cięciem przekroję całe swoje życie na pół, boję się, że mnie to przerośnie – ot tak po prostu… boję się. Jestem cały czas zakochany, choć z wielkim trudem odciągam od siebie tą myśl wiem o tym aż za dobrze. Wiem do kogo wędrują po nocach moje myśli, wiem kogo w myślach tulę na dobry sen… Tylko co z tego, to nie rozwiązuje żadnego problemu – kompletne zero.
Nieaktualne – wiem jak sie nazywam.
About this entry
You’re currently reading “Znowu nie wiem jak sie nazywam…,” an entry on Odpowiadając na pytanie: “Co ja tu robię?”
- Published:
- marzec 11, 2008 / 12:13 am
- Category:
- ;Ogólnie-wyrzygane
No comments yet
Jump to comment form | comments rss [?] | trackback uri [?]